Zlot masoński 2017

Odpowiedz


To pytanie jest elementem zabezpieczającym przed automatycznym zamieszczaniem postów.
Emotikony
:konon: :-( :-O :-) x] :-P >D R.I.P. 8< -o< o--> ;((( ;> 2-) 8-| :-} :-*-| (*)/ (*) :picard: cotusieodpierdala :-| (-‸ლ) (@_@) <g Kappa
Wyświetl więcej emotikon

BBCode wyłączony
Emotikony włączone

Przegląd tematu
   

Rozwiń widok Przegląd tematu: Zlot masoński 2017

Re: Zlot masoński 2017

autor: Borys » 2017-12-03, 08:52

I kawior z latającej ryby.

Re: Zlot masoński 2017

autor: Gruby » 2017-12-02, 21:07

Halo.

Serdecznie dziękuję wszystkim osobom jakie stawiły się dzisiaj na olsztyńskim zlocie, czyli: Borysowi, Jaszczurowi, Grubej i sobie (oraz Bubowi, za chęci które poległy w walce z ponurą codziennością telekomunikacyjną). Dziękuję za wspólnego escape rooma, łażenie po ścierwomieście, jagermeisterka, Adventure Island, wyczekiwanie pod barami, tańce na kinektcie i partie w Tajniaków.

Dziękuję też Markowi, Chromemu i Glauowi za cierpliwość przy tradycyjnych telefonach borysadowych, bez których nie mogłoby być żadnego zlotu. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy mieli okazję pomarznąć w Olsztynie. :-*-|

Re: Zlot masoński 2017

autor: Chromy » 2017-08-07, 21:41

a ja powiem że nie miałem kaca jak się najebałem Kappa

Re: Zlot masoński 2017

autor: Borys » 2017-08-07, 19:37

A i napomnę, że jak zwykle przy posiłkach słuchaliśmy muzyki klasycznej.

Re: Zlot masoński 2017

autor: Harel » 2017-08-03, 10:53

Gdyby Ciebie napadli podczas relaksu w basenie, też byś walczył na gaciach... chociaż nie, bo już nie miałeś gaci :P

Re: Zlot masoński 2017

autor: Nevrast » 2017-08-02, 22:30

Królami przetrwania jesteśmy my Whalersi. Inteligencja i charyzma nic tu nie pomogą. Przykro mi Bub
Z takim oto dylemantem Bub i Nevrast poszli pić, a do mnie przyszedł Rudo prowadzący drużynę nr 2.
Bub i Chromy

Re: Zlot masoński 2017

autor: Borys » 2017-08-02, 21:35

Jak można twierdzić o inteligencji i charyzmie po tym, gdy się prawie utopiło w fontannie. A potem walczyło na gaciach.

Re: Zlot masoński 2017

autor: Harel » 2017-08-02, 18:12

xDDDDDDDDDDD

Jeśli przeżylibyśmy walkę z tymi kutasiarzami, w co wątpię, to moglibyśmy wygrać za pomocą Yntelygencji i Charyzmy Osobystej, a nie kuźwa roweru i grzebania w gównie xD

A co do samego zlotu... było wyjątkowo spokojnie w tym roku, działaliśmy względnie mało, a mimo to dorobiłem się zakwasów, odcisków i innych bólów - starość nie radość :(

Nigdzie kiełbasa nie smakuje tak dobrze, jak na zlocie loży masońskiej <g Szkoda, że z grilla nic nie wyszło.

Re: Zlot masoński 2017

autor: Mark Subintabulat » 2017-07-30, 12:48

Obserwuję wasze poczynania od jakiegoś czasu. Widziałem też ostatni atak na miasto. To nie jest przypadek, że wyższa rasa zaatakowała was dopiero teraz, po tym, jak wkroczyliście do nowego laboratorium Rahaba. Karaluchy uznały, że po ich "domu", pałętają się robaki. A nie ma innego sposobu na to, by uniknąć rozprzestrzenienia się insektów, jak zniszczenie ich siedliska. Dlatego musicie się spodziewać kolejnych ataków na miasto. Możliwe, że do boju wyruszą ich specjalne gatunki. Jesteście teraz niczym gniazdo uciążliwego robactwa, które trzeba usunąć. Muszę jednak przyznać, że wykazujecie pewien potencjał...

-pierdolenie Rudo z v.7

Pierwszej nocy zlotu miałem przyjemność poprowadzić wszystkim obecnym borysadowiczom sesję RPG. Scenariusz pn. Zagłada Remy był luźną wariacją scenariusza Mordheim opartego na rywalizacji pomiędzy graczami. Użyliśmy mechaniki z Warhammera Fantasy Rolplay 2 edycji z minimalnymi modyfikacjami (nowe umiejętności, bronie i ekwipunek). Pierwotnie chciałem zastosować rozwiązania proponowane przez Dark Heresy ze względu na powszechne korzystanie przez graczy i NPCów z nowoczesnych broni palnych, których feeling i przyjemność używania w większym stopniu gwarantuje wykorzystanie tego ostatniego systemu. Ponieważ jednak ogarnięcie settingu zajęło mi dużo więcej czasu niż zakładałem zdecydowałem się na znanego mi dobrze młotka. Jak już napisałem we wstępie do sesji (kilka postów wyżej) światem gry było znane większości borysadowiczów pojebane uniwersum z v.7. Ponieważ w tym futuro-postapokaliptycznym świecie postacie korzystające z wielu odmian broni białych były niejednokrotnie dużo bardziej niebezpieczne niż tradycyjni żołnierze wyposażeni w broń maszynową nie odczuwało się z tytułu nie najlepiej dobranej mechaniki żadnego większego zgrzytu. Kończąc to nudne pitolenie zapraszam do właściwej relacji z rozgrywki.

Celem zabawy było odnalezienie w mieście 3 fragmentów zielonych odłamków, jakie pojawiły się w mieście Rema (link do opisu miasta z v.7), po rozbiciu się w nim UFO. Po osiągnięciu powyższego celu drużyna która jako pierwsza tego dokonała musiała jeszcze jako pierwsza spierdzielić z miasta – czyli opuścić obszar gry. Drużyny wchodziły pojedynczo do „pokoju zwierzeń” a reszta graczy w tym czasie umilała sobie noc racząc się wódką. Gdy od chwili rozpoczęcia gry minęło 10 minut gra dla danej drużyny była wstrzymywana i zapraszani byli kolejni gracze. Łącznie przeprowadzonych zostało 5 albo 6 kolejek, ale ponieważ czas 10 minut bywał przedłużany (gdy nie z winy graczy konieczne było sprawdzenie czegoś lub odszukanie właściwych tabelek itd.) to ostatecznie czas samej gry wyniósł ok 4 godzin.
W sesji wzięły udział 3 drużyny graczy, które prezentowały się następująco:

1. Bub 8-| i Chromy o--> – drużyna ze Świętgo Miasta Veno. Postacie były rodzeństwem. Bub odgrywał mądrą siostrzyczkę – hakerkę – medyczkę, a Chromy gorącokrwistego braciszka ubierającego się w różowe fatałaszki i myślącego tylko o jednym – o walce.
2. Rudo -o< -o< – drużyna Eisene Jungfrau (frakcja kobiet handlarek NPC z v.7, którym Rudo poświęcił względnie sporo czasu antenowego jako MG). Rudo prowadził 2 postacie – łowczynię androidów (niestety nie miała okazji w pełni zaprezentować swojego potencjału z uwagi na to, że nie trafił się mu żaden robotyczny przeciwnik) oraz muszkieterkę-snajperkę.
3. Nevrast :-| i Borys (*)/ (*) – drużyna ex-Whalersów. Nevrast miał wojskowego a Borys zabójcę. Po więcej szczegółów na temat Whalersów i ich organizacji odsyłam do właściwego opisu dodanego przez Pandę.

Przed rozpoczęciem właściwej rozgrywki gracze dokończyli swoje karty postaci, wylosowali kolejność gry oraz otrzymali mapę – planszę stanowiącą teren gry.
obrazek

Następnie pozostało jeszcze wylosować miejsce z którego się startowało (to już w tajemnicy przed pozostałymi) oraz wylosować informacje jakie sprzedawał na dobry początek człowiek ułuda (to również było czynione w tajemnicy – gracze otrzymywali po 2 informacje na drużynę).

Pierwsi zaczęli Bub i Chromy. Wystartowali na północnym skraju planszy co było im na rękę gdyż od handlarza informacji dowiedzieli się, że jeden z tragicznie zmarłych arystokratów miał zabrać ów tajemniczy fragment – zwany potocznie „zielonym kamieniem” do grobu (ogólnie to 90% populacji umarło tragicznie w przeciągu kilku dni od wielkiego pożaru wywołanego awaryjnym lądowaniem UFO ale głównie z powodu wirusa, jaki randomowy śmieszek anonek chciał zaprojektować gdy kierował gangiem w tym mieście). Tak czy siak nasi pielgrzymi ze świętego miasta odwiedzili kaplicę, gdzie na tablicy ogłoszeń dostrzegli nekrolog szlachcica którego poszukiwali. Wybrali się zatem na cmentarz i po pewnym czasie odnaleźli świeże miejsce pochówku – kamienną ścianę zawierającą miejsca na urny. Przy jednym „stanowisku” zauważyli świeże, białe i czerwone róże oraz wygrawerowany napis dowodzący jakiego to zajebistego farta mieli na wstępie. Z pewnymi problemami wzięli się za wyciągnięcie urny (Chromy chyba chciał swoim mieczem łańcuchowym to rozjebać jeżeli dobrze pamiętam? (-‸ლ) xD). Głos rozsądku Buba doprowadził w końcu do tego, że pociągnęli za metalowe uchwyty wystające z granitowej ściany i niemalże jak na tacy wyjechała im przed oczy „szuflada” z urną, którą następnie z pewnym skrempowaniem obrócili po chamsku do góry nogami wysypując prochy biednego bogacza oraz święcący na zielono kamień. Radości nie było końca. Ekipa była hepi w chuj, że w ciągu niecałych 10 minut zrobili 1/3 gry, a tu taki chuj 8-) bo nagle 4 typa celuje w ich stronę z broni i karze im się zidentyfikować bo wpierdol. Z takim oto dylemantem Bub i Nevrast poszli pić, a do mnie przyszedł Rudo prowadzący drużynę nr 2.

Rudo zaczął grę od północnego-wschodu. Miał na początek konia, ale długo się nim nie cieszył bo w ciągu pierwszych 5 minut sprzedał go za 4 jednorazowe bilety na tramwaj >D dla swoich dwóch dam oraz 2 sebixów z Hetthelm, których spotkał na przystanku. Ci wpierw prezentowali nastawienie typu „Co się kurwa patrzysz? Wpierdol chcesz?”, lecz po udanym teście ogłady oraz sprezentowaniu biletów tramwajowych zostali w sumie dobrymi ziomkami. Gdy w końcu w pozbawionym elektryczności mieście nadjechał tramwaj Rudo przehandlował motorniczemu – mutaciątkowi - już wspomnianego konia i wjebał się wraz z nim do tramwaju. Przy okazji dostrzegł, że na desce rozdzielczej motorniczy położył sobie mieniący się na zielono kamień x] .

Następnie wpadli Borys i Nevrast, którzy grę rozpoczęli od zachodu (równoległa alejka do tej, z której zaczął Rudo). Chłopaki nie żałowali Expa na sprzęt i mogli pochwalić się najlepszym arsenałem Whalersów za czasów ich świetności (xD nie było takiego czasu, był tylko okres kiedy się nie rozpadli xD) W każdym razie Nevrast miał zajebisty karabin plazmowy z detektorem ruchu (+10 do US i +1A i +10 do inicjatywy) oraz pancerz. Borys natomiast zainwestował w rower (*)/ (*) . Obydwoje mieli zaś na sobie czarne stroje ninja z maskami przeciwgazowymi. Pierwszym wyzwaniem dla naszych bohaterów okazał się sklep jubilerski, z którego dochodziły dziwne odgłosy. Jubiler zainwestował co prawda w ogrodzenie, ale Borys jak na prawdziwego shinobi przystało postanowił zręcznym skokiem przedostać się na drugą stronę. Przy tej okazji miał sposobność dowiedzieć się jak działa wyrzucenie na kości krytycznej porażki skutkującej nadzianiem się dupą na wystający w metalowym płocie szpikulec :picard: oraz straceniem 1 punktu żywotności (first blood dla płotu). Nevrast postanowił dla odmiany skorzystać z furtki, która okazała się otwarta. Widząc, że jego kolega nie jest w najlepszej formie postanowił przejąć inicjatywę i sam podkraść się pod drzwi sklepu, z pod progu których wydobywało się światło. Niestety ciężki pancerz wojskowego nie pomagał za bardzo w tym sneaky sneaky manewrze :picard: . Po uchyleniu delikatnie drzwi przez szparę zauważył wpatrujące się w jego oblicze oko. Teraz wydarzenia nabrały tempa, gdyż ze środka rzucił się na niego kibol z bejsbolem. Zaskoczony wojskowy oberwał pałą przez łeb, choć dzięki wzmocnionej masce nie było to aż tak poważne obrażenie. Borys robił dywersję rozjebując szybę w oknie czym zdekoncetrował drugiego sebixa szabrującego wnętrze. Rozpoczęła się walka o--> o--> :-| :-| . Nevrast z karabinem plazmowym oraz Borys z ninja mieczem kontra 2 sebów z bejsbolami. Pełna napięcia potyczka trwała trochę czasu, ale zakończyła się ostatecznie zwycięstwem ex-Whalersów (jednemu czołgającemu się oponentowi pozwolili uciec, znaczy odpełznąć (takie dobre serduszka mieli <3 xD). W każdym razie u jubilera znaleźli w chuj kosztowności i poszukiwany zielony fragment. Objectiv completed. To wszystko w ogóle trwało jakieś niecałe 20 minut xD – znaczy prawie 2 posiedzenia.

Zanim walka gigantów się zakończyła Bub i Chromy zorientowali się, że natknęli się na patrol z Korpusu Piechoty Morskiej. Dzięki w miarę dobrej gadce i zręczności udało im się wyłgać 8-) oraz sprawić, że żołnierze Korpusu nie zorientowali się w ogóle co tak naprawdę przed chwilą uczynili wysłannicy Świętego Miasta. Na do widzenia zwiadowcy potwierdzili kolejną informację uzyskaną od człowieka ułudy – tj. że w ciągu 6 rund (kolejek – w sensie po 60 minutach od rozpoczęcia gry) od północnego-wschodu do miasta wjedzie oddział ekspedycyjny Korpusu, który miał za zadanie zbadać miasto. Zmotywowało to tylko nasze rodzeństwo do większego pośpiechu. Dobra bajera Buba zaowocowała również tym, że dowiedzieli się od żołnierzy, gdzie w tym mieście pozbawionym zasilania znajduje się wciąż jakaś przystań cywilizacji tj. sklep Hydroponny >D . Szli sobie w tamtą stronę gdy wtem oczom im ukazało się pole kwiatów – białych i czerwonych róż oraz słoneczników zasadzonych w Remie z rozkazu Papilona aka Baramuka aka Fabio (niegdysiejszego gracza). Ogólnie to kwiatom odjebało i gadały co niemal przyprawiło naszych bohaterów o zawał cotusieodpierdala . Kolejny raz dyplomacja i opanowanie pozwoliły jednak bez dodatkowych przeszkód dowiedzieć się, że ktoś zdążył już zajebanić będący tu wcześniej odłamek. Gracze natrafili na tak zwany „pusty zaułek” i zmarnowali nieco cennego czasu.

Rudo natomiast owego czasu starał się nie marnować i przekonał sebixów, którzy przyjechali do Remy na mecz Rema-Hetthelm żeby spuścili miejscowemu motorniczemu patriotyczny wpierdol x] . Fortel się udał. Biedny motorniczy dostał oklep, a sprytne dziewoje podwędziły w międzyczasie zielony odłamek z deski rozdzielczej. W międzyczasie tramwaj stanął bo motorniczy miał w tej chwili ważniejsze rzeczy do roboty niż jego obsługa. Drużyna nr 2 opuściła szybko szynobus i rozmyślając o dalszych planach dała się zajść od tylca bez mydła (bardzo wysoka porażka na rzucie na spostrzegawczość :picard: – 90+) Ogólnie to sebixy ogarnęły, że muszą jednak jakoś na ten mecz dojechać, więc pozwoliły motorniczemu ruszyć, lecz pozbawiony źródła zasilania pojazd ujechał raptem kilkadziesiąt metrów. Wystarczająco daleko jednak, aby najbardziej palące potrzeby Rudo musiał rozwiązać na własną rękę. Problemem tym było pojawienie się 3 kultystów Cul’adry (taki pojeb co go Rudo stworzył w v.7, ni to abiliter, ni to naukowiec, ni to chuj, ale miał dużo pojebanych przydupasów i o nich tu mowa). Wyskoczyli z kosami i sierpami z pod pazuchy na biedne dziewczęta i rozgorzała walka, przerwana jednak szybko upływem regulaminowego 10 minutowego okresu czasu.

Mniej więcej wówczas Nevrastowi i Borysowi udało uporać się z szabrownikami i korzystając z roweru (*)/ (*) (na którym mogły jeździć 2 osoby) zaczęli pedałować w stronę centrum planszy. Trzech przebierańców :-|- :-|- :-|- – najemników odzialnych w mililicyjne uniformy chciało ich zhaltować i ograbić, ale zajebiste rzuty na pedałowanie umożliwiły ex-Whalersom szybko ewakuację z zagrożonego rejonu. Była to również pierwsza szansa na spotkanie dwóch drużyn na planszy. Po opisaniu graczom sceny rozgrywającej się na skrzyżowaniu („jakieś 3 osoby ubrane w haibty/płaszcze walczą z 2 kobietami”) postanowili jednak popedałować na południe miasta - "JEDZIEMY DALEJ"

Bub i Chromy dotarli wreszcie do samotnego domostwa, z którego dobiegał ich odgłos pracującego agregata, zasilającego wciąż systemy zabezpieczenia sklepu oraz samego ekspedienta, gdyż okazało się, że hydroponny pozostawiło po sobie droida protokolarnego 8-| pilnującego interesu. Próby pozyskania jakichś ważnych informacji zbytnio się nie udały. Robot prezentował powoli pielgrzymom swoje towary spod lady tj. min. żuwaczki wielkiej osy, głowę pustynnego karalucha, zielony kamień, szczypce pustynnego skorpiona, EJ CO? WRÓĆ, DAJ POPRZEDNIE, POPRZEDNIE. Robot zażądał dziwnej ceny za poszukiwany fragment a mianowicie świeżą ludzką głowę. W obliczu ewidentnego uszkodzenia oprogramowania sterującego droidem Bub postanowił, go zhakować i wydać polecenie wydania pożądanego przedmiotu co zakończyło się pełnym sukcesem :-) .

Rudo zdążył uporać się z kultystami nie otrzymując poważniejszych ran i postanowił zwiedzić pobliskie podwórko. Po pewnym czasie z ostatniego piętra jednego z wyastawnych domostw dobiegł go dźwięk muzyki klasycznej oraz delikatnie mieniąca się łuna zielonego światła. Scena wejścia do domostwa wyglądała mniej więcej tak:
Rudo: Czy są tu jakieś tylne drzwi.
Ja: Są
Rudo: Otwieram powoli i wchodzę po cichu
Ja:Zamknięte
Rudo: Chuj, idę od frontu
(oczywiście nie sprawdził czy frontowe były otwarte tylko rozjebał je z kopa)

Po kilku chwilach pełnych napięcia dziewczęta Rudo weszły do pomieszczenia, w którym Papilon oraz Stefan ćwiczyli namiętnie balet :-*-| . Za oświetlenie służył im zielony kamień zamontowany w jednym z żyrandoli, którego światło odbijało się od luster zawieszonych na wszystkich ścianach pokoju. Mężczyźni nie byli zbyt chętni do przekazania mu swojego skarbu, gdyż uniemożliwiłoby to im kontynuowanie ćwiczeń. Porywająca i pełna namiętności przemowa Rudo oraz szczęście w kościach przekonało jednak dotychczasowych właścicieli, że może warto zająć się teraz bardziej sobą, Rudo zrobił już 2/3 zadania. Po wyjściu na ulicę zobaczył jak dwóch dresów z Hetthelm szabruje sklep, ale olał temat i kontynuował przeszukiwanie miasta.


Nevrast i Borys poczuli się pewniej poruszając się na rowerze, którego przednią lampkę stanowił zielony kamień włożony do koszyka (*)/ (*) (w standardowym ekwipunku, żaden z ex-Whalersów nie miał plecaka ani torby). Gdy zorientowali się, że może nie jest to najlepsze rozwiązanie sytuacji, któryś z nich rozpiął kombinezon i zdjął gacie w które zawinął zielony odłamek i na powrót wrzucił do przedniego koszyka pojazdu. Gracze zajechali pod posterunek Koalicji Rozwojowej, lecz budzące podejrzenie zabezpieczenia zniechęciły ninja do kontynuowania tego wątku. Wpierw jednak upewnili się, że jest bezpiecznie i nikt ich nie śledzi kucając godzinę czasu w pobliskich krzakach. Jadąc dalej zajechali pod hotel dla turystów, gdzie na recepcji znaleźli karteczkę o następującej treści: „Sprawdź toaletę w pokoju nr 5”. Skupieni do granic możliwości :-| :-| zakradli się do wspomnianego pokoju. Upewnili się, że nikt nie zostawił na nich pułapki po czym otworzyli klapę muszli. Oczom im ukazało się coś w stylu xDDDDDDDDDDDDDDD - „Ej no ziomki chyba nie myśleliście że będzie tak łatwo” Ex-Whalersi odkryli bowiem kupę na wierzchu której znajdowała się kolejna karteczka o treści „Sprawdź kibel w pokoju 120 8< ”. Ninja :-| :-| kontynuowali tedy zwiedzanie hotelu, a we wskazanym pomieszczeniu w toalecie oprócz następnego kupska odkryli również poszukiwany odłamek. Wówczas to drugi z ninija odpiął kombinezon i zapakował obsrany kamień w swoje gacie po czym cała drużyna ruszyła do wyjścia. Nagle chuj! Panie nie świeć pan tak po oczach panie! Dwóch elitarnych ninja dało się zajść przy wejściu dwóm chłystkom którzy świecili im prosto po noktowizorach oślepiając ich w pierwszych chwili niemal zupełnie.

Tymczasame pielgrzymi z Veno zdążyli opuścić już sklep hydroponny >D i udali się w głąb miasta. Po pewnym czasie zauważyli niedziałającą fontannę na środku skrzyżowania oraz kawałek oberwanej jezdni obok. Kilkumetrowe zapadlisko zalane było wodą, ale z dna zbiornika migotał do nich zielony kamyczek. Bubowi nie udało się dopłynąć na sam dół (umiejętność pływania w Harmegiddo należy bowiem raczej do rzadkości), postać którą prowadził zachłysnęła się wodą, która zalała część płuc. Na szczęście wszczepiony implant medyczny wkrótce przywrócił organizm do pełnej sprawności. Drugie podejście wykonał Chromy, który pragnął zanurzyć się w swoim pancerzu wspomaganym, lecz ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu i rozebrał się do gaci po czym dał nura :-P . Zdobył kamień choć opił się przy tej okazji trochę wodą. Gdy szczęśliwy wrócił na powierzchnię okazało się, że drużyna nr 1 padła ofiarą ataku 6 wkurzonych mutaciątek. Dominicanus z Veno (Chromy) w końcu mógł zrobić użytek ze swojego miecza łańcuchowego i rozpłatał szybko jednego z wrogów. Bub ranił innego celnym strzałem z rewolweru. Walka trwała jeszcze chwilę, ale czas się jednak skończył i gra przeszła do Rudo.

Ten bowiem dotarł pod bardzo bogato zdobioną rezydencję. Od człowieka ułudy uzyskał na początku gry informację, że z pałacu królewskiego bije nocą zielonkawa poświata, lecz nikt kto wszedł do środka aby sprawdzić jej przyczynę nigdy nie wrócił. Chuj, wchodzi postaciami do środka Kappa . W środku pełno krwi. Chuj, idzie dalej. Dalej jeszcze więcej krwi, flaków i połamanych kości. Udany test na wiedzę – to robota karalucha. Chuj z tym, postać wchodzi do sali tronowej. Ujebany rzut na spostrzegawczość, ale zauważa że na tronie siedzi małpa. Na głowie ma koronę, w prawej ręce berło a w lewej jabłko. Na poręczy tronu mieni się zielony odłamek. „Choć małpko dam ci banana Kappa ” – test na oswajanie zakończył się porażką, a życie małpy zakończył celny strzał z rewolweru. Rudo postanowił wysłać na piętro swoją drugą postać, którą do tej pory trzymał na czatach. Gdy dotarła zauważyła przez otwarte drzwi wysoką, muskularną, pozbawioną genitaliów postać pochylającą się nad ciałem martwego króla Remy :-} . Nie myśląc wiele wystrzelił ze swojego karabinu snajperskiego w stronę karalucha, a pocisk wyszedł na wylot. Karaluch jakby zdziwiony rozwojem wydarzeń uśmiechnął się bezdźwięcznie w stronę kobiet i począł kroczyć w ich stronę. Kule z rewolweru arystokratki nie wyrządzały mu większy obrażeń, a ona sama w mgnieniu oka otrzymała obrażenie krytyczne, a jej lewa dłoń została zmiażdżona ;((( . Walka stawała się coraz bardziej zacięta, gdyż snajper-kobieta stojąc zaledwie kilka kroków od bestii posłała w jej cielsko kolejny druzgocący pocisk. Karaluch puścił swoją dotychczasową ofiarę i w mgnieniu oka przebił swoją dłonią korpus snajpera-kobiety. Arystokrakta próbowała jeszcze ratować swoją koleżankę oddając kilka celnych strzałów z rewolweru, ale to tylko zirytowało bardziej czarną bestię, która wyrwała kobiecie całe ramię i pozwolił się wykrwawić. Snajperka-kobieta zawaliła natomiast rzut na odporność (efekt trafienia krytycznego) i również się wykrwawiła. Tak zakończyły się właśnie przygody drużyny Eisene Jungfrau. R.I.P. R.I.P.

Z goła odmiennie wydarzenia potoczyły się drużynie nr 3 – ex-Whalersom. Borys nagle zorientował się, że barwy i znaki które nosili mężczyźni celujący do nich z broni to barwy VIRGO, gangu który sam kiedyś prowadził. Kazał pozdrowić zwiadowcom Tea Makera (lidera gangu) oraz sprzedał bajeczkę, że są tak naprawdę Whalersami, którzy wraz z Hiramem Burrowsem (prawa ręka legendarnego Dauda) dołączyli do Korpusu Kappa . Ninja opuścili hotel i pojechali dalej (*)/ (*) na południe aż z oddali dostrzegli obiekt, który przyprawił ich serca o ukucie radości i podniecenia. Oto znaleźli się pod Wielkim Stadionem Harmegiddo. Zaparkowali rower w miejscu, gdzie parkuje się rowery (taki stojaczek jakby) i udali się do kas, gdzie kupili za zrabowane od jubilera dobra dwie wejściówki. Gdy w końcu weszli na trybuny uszu ich dobiegł śpiew:
-TYLKO LEEEEEGION!!! UKOCHANY LEEEEEGION!!!
DZISIAJ HETHELM CZEEEEEKA!!! NA ZWYCIĘSTWO TWEEEEEEE!!!

cotusieodpierdala
Po drugiej stronie murowy na trybunach około 50 kibiców z Hetthelm dopingowało swoich zawodników. Zaraz rozpocząć się miał długo oczekiwany mecz. Problemem dla drużyny z Remy stanowił fakt, że Mati pokłócił się z Sebą i zjadł na odchodnym jednego z napastników i gdzieś spierdolił. Seba potrzebował 2 zawodników – bramkarza :-| i napastnika :-| . Zwrócił się do chopakuf ninja i ostatecznie Borys zagrał na bramie, a Nevrast w ataku. Mecz był wyrównany. Borys puścił dwie szmaty ale wybronił jednego pewniaka. Nevrast oraz Seba strzelili natomiast po jednym golu i mecz skończył się wynikiem 2:2. Urządzono dogrywkę w której Borys wybronił piłkę meczową, a Seba wjebał ją do bramki przeciwników. W nagrodę za wsparcie ex-Whalersi dostali puchar, z którego środka mieniło się zielone światło. Seba już miał proponować aby ninja zostali zawodowymi członkami drużyny Remy, ale wkurwieni kibice z Hethelm wbiegali już właśnie na murawę z bejsboalmi, kosami i wyrwanymi krzesełkami domagając się rewanżu. Asasyni wyjęli kamień z pucharu i zaczęli spierdalać ile sił w nogach. W wąskim korytarzu prowadzącym z trybun do wyjścia dopadło ich dwóch dresów. Borys się wyjebał na mokrej posadzce :picard: i wypuścił miecz oraz zarobił pałą przez łeb. Nevrast dzielnie odpierał za pomocą swojego karabinu plazmowego ataki wkurwionego kibica napierdalającego w niego krzesłem. Nevrast tracił teren, wycofując się pod naporem ataków oponenta. Nieustanna seria ciosów uniemożliwiała mu wykorzystanie w pełni zalet swej broni, ale ostatecznie udało mu się trafić z odległości 1m w korpus oponenta, którego pocisk plazmy posłał na ziemię. Borys w tym czasie odpierał nożem ataki bejsbola. Z pomocą Nevrasta udało im się jednak w końcu pokonać i drugiego wroga. Z duszą na ramieniu biegli do stanowiska postojowego, gdzie zostawili rower. Gdyby mieli na sobie gacie to by poczuli w nich ciepło bo właśnie zorientowali się, że pozostawili 2 zdobyte dotychczas cenne kamienie w koszyku na przedzie roweru. Na ich szczęście, gacie zdały egzamin i skryły przechowywane w ich wnętrzu cenne przedmioty. Ex-Whalersi dosiedli roweru i wypedałowali najbliższym wyjściem z terenu gry ciesząc się z odniesionego zwycięstwa :-) .

Re: Zlot masoński 2017

autor: Nevrast » 2017-07-30, 10:17

Mi się super grało w 7 Cudów Świata, Dixit i Tajniaków. Sesja Marka zajebista.
Żareło rewelacja. Szkoda, że Chromy tak wcześnie wstawał, to bym od niego "pożyczał" jego porcje x]
Kajaki były super. Przy kolejnej okazji trzeba też popływać rowerami.. wodnymi, coby Whalersi mogli się wczuwać w rolę :-P
No i koniecznie za rok trzeba zrobić konkurs drinków.

Re: Zlot masoński 2017

autor: Gruby » 2017-07-29, 20:42

No, zajebista relacja. Mam parę sprostowań jeszcze:
1. Walki ze mną to nie były remisy. To były zabójstwa połączone z seppuku, a ja walczyłem jak dżihadysta z ISIS mając w dupie czy ktoś mnie trafi byle by też zadać cios x]
2. W przedostatnim dniu za potrawkę odpowiadał głównie Bub, ja robiłem sobie labę, kroiłem warzywa i plułem do garnka 8-| Także mu całować rączki
3. Przy Bangu i Samurai Sword to Chromy mnie napierdalał mimo że byłem jego sojusznikiem (@_@) , Ciebie napierdalałem aby CIę zahartować i ostatecznie wygraliśmy :-| .

I proszę zaznaczyć, że z Nevrastem znaleźliśmy w końcu kaktusy 8-|

Re: Zlot masoński 2017

autor: Borys » 2017-07-29, 20:17

Czas przystąpić do spisania relacji z naszego zjazdu, który odbył się pod honorowym patronatem prezydenta RP Andrzeja Dudy :-)

Osobiście dla mnie zlot zaczął się tradycyjnym akcentem - poszukiwaniami Grubego, który rokrocznie gdzieś znika po przyjeździe na miejsce. Okazało się, że kolejny raz nielegalnie wypróżniał się w miejskiej toalecie. Pokazałem mu piękne mosty tczewskie, a potem wsiedliśmy do pociągu byle jakiego, w którym czekał już na nas Nevrast, bimbający sobie od pracy.
Podróż minęła na czytaniu playboyów bez obrazków i narzekaniu na czas podróży ("za rok znowu na północy kurwa").
Dojechaliśmy do Leszna (przywitał nas atak żaru), gdzie ustaliliśmy telefonicznie z Markiem, że razem z Chromym zrobią zakupy. Mimo to Gruby uznał, że nie kupią wystarczająco dużo żarcia (miał rację) i też poszliśmy do stołecznej Biedronki. Kupiliśmy całą siatkę pierogów i wódkie.
Podróż do Sławy minęła monotonnie, na zastanawianiu się, czy zdążymy na busa, który planowo odjeżdża wtedy, kiedy my mieliśmy dojechać. Nie dość, że zdążyliśmy na czas, to niespodziewanie spotkaliśmy Chromego i Marka (Buba zostawili po drodze, który był już w ośrodku, ale musiał się cofnąć, bo "wracaj, bo sami nie doniesiemy tyle wódki :-*-| "). Spotkaliśmy krula Nimnaros na głazowisku raszyńskim, gdzie po serii pamiątkowych fotografii udaliśmy się w podróż z ciężkimi siatkami.
Na miejscu - smutna niespodzianka. Okazało się, że będziemy mieszkać w łączonym domku. Martwiliśmy się, jak stoczymy walkę z cowiekiem maupą :-O zachowując przy tym ciszę, ale widząc przerażoną minę sąsiada wiedzieliśmy, że nie jesteśmy sami w naszych problemach Kappa Rudo w razie czego poinformował go, żeby nam wbił na chatę, jeśli będzie za głośno. Koniec końców, okazało się, że nie było słychać naszych ekscesów (albo nie chciał ich słyszeć). Ogólnie ośrodek miał też inne mankamenty - brak grilla, miejsca na ognisko, innych boisk, stołu do bilarda, dyskotekę tylko dla małych dzieci :/
Przed zabawą oczywiście sprawy formalne - podpisanie regulaminu zlotu i rozliczenie się z dzikich zakupów (przy czym pomógł księgowy Bub). Następnie, nie tracąc czasu, poszliśmy na siatę (jak zwykle pierwszy raz od poprzedniego zlotu), gdzie spotkaliśmy Sebę i Matiego (Daniela, ale chuj). Po powrocie spożyliśmy pierogi, przy okazji wspominając klasyka ("panie... daj pan jednego... pieroga", "panie, ale pan żeś już ... 15 zjadł!", "NIE LICZ MNIE PAN MOICH WŁASNYCH PIEROGÓW W MOIM WŁASNYM DOMU PANIE"), a potem przy alkoholu rozegraliśmy sesję Marka. Na Rudo dokonała się zemsta, kiedy zabił go karaluch, Chromy z Bubem latali na gaciach, dlatego zwycięstwo odnieśliśmy ja i Nevrast, najdokładniej odgrywając nasze postacie - elitarnych członków Whalers. Już na samym początku spadłem z płotu na jakiś kolec, Nevrasta dres tłukł pałką po głowie, a mknąc przez miasto na rowerze (*)/ (*) minęliśmy walczącego z wampirami Rudo.
"- Co robicie, interweniujecie?
- XDDDD nie :-| "
Po zwycięstwie (po dogrywce) w teamie Seby z drużyną z Hetthelm, stoczyliśmy jeszcze zaciętą walkę z dwoma dresami (krzesło kontra laser), po czym rowerem samohodem uciekliśmy. Sesja w sumie była zajebista, czekam na następną. Dokładniejszą relację z jej przebiegu pozostawiam Markowi.

Na kacu następnego dnia poszliśmy do sklepu, bo panie, wódka się kończyła panie. A było grubo po 12. Po powrocie pograliśmy w Roll of the Galaxy (były karaluchy z sesji Rudo, ale takie bardziej spokojne, robotyczne, ruszające się jak wieloryby lądowe) i w Tajniaków (Ibisz). Ze wszystkich tajniackich partii zapamiętałem najlepiej jedną:
Chromy: sci-fi 2
Rudo: obcy i... film
Chromy: nie
Rudo: co kurwa
***
Chromy: - natura 3 (czy tam ileś)
Rudo: - pies
Chromy: nie
Rudo: cotusieodpierdala ;(((

Około 16-17 według materiału źródłowego, stoczyliśmy turniej na miecze. Muszę powiedzieć, że świetna sprawa, w dodatku strasznie energochłonna. Zwyciężył Chromy, wygrywając wszystkie pojedynki (ja wszystkie przegrałem, wciąż wczuwałem się w Whalersa :-| ), Mark z kolei jak instruktor, z dostojeństwem, zdobywając na nas punkty niczym profesor ganiący sztubaka. Walki z Rudo to z kolei ciągłe remisy XD Ogólnie to wszystko wyglądało tak: https://www.youtube.com/watch?v=I7hkJlA28G4
Nie obyło się bez siatki, niedługo potem zaczęła się jednak burza. Z Bubem udaliśmy się po gałązki na grilla (wyniesionego z zaplecza ośrodka), a przy okazji nad jeziorko pooglądać pioruny. Cudnie się błyskało.
Nocką, jeśli dobrze pamiętam, pograliśmy w 7 Cudów oraz w Dixita. Chorą, surrealistyczną grę, po której Markowi śniły się syjamskie harpie i zamek Arayo. Wspominaliśmy też (a wspominki trwały cały zlot) walkę Charlesa Windara (Morok) z Goliathem - klatkę Faradaya, wybuchającą skórę i tym podobne atrakcje. Ogólnie fajnie było tak zwyczajnie usiąść i sobie poprzypominać co się odwalało w v7 (+ reakcje Buba cotusieodpierdala) czy v9.

Piątek, dzień trzeci. Spożywaliśmy wegetariańskie jadło, bo to forum narodowo-katolickie. Dzień, jak zwykle, siatkówka, kajaki (popłynęliśmy po żarcie), pogoda dopisywała, cisza, spokój. Czekanie na Buba, który poszedł gdzieś w świat 2-)
Powrót - sałatka Chromego i... losowanie osób, którym będzie dedykować wiersze! Wszystkie można przeczytać tutaj: http://borysada2.cba.pl/viewtopic.php?p=17968#p17968
Ośrodek specjalnie dla nas przygotował scenę, na której mogliśmy urządzić nasz wieczorem poetycki. Dzięki profesjonalnej pracy światłami, udało się nam go również nagrać, ale Gruby nie potrafi tego wysłać ://
Losowaliśmy też postacie do LARPa "Czas Młota" oraz ustaliliśmy ich skille i statystyki. Turniej stoczony zostanie za rok, do tego czasu musimy się przygotować i potrenować.
Borys - Goliath Męskotur
Chromy - Grum Męskotur
Mark - Daud (kucanie)
Bub - Andersonia
Rudo - CHARLES WINDAR (łapanie przeciwników nogami)
Nevrast - KOBIETA ROŚLINA XDDDDDDDDD (dwie osoby w jednej koszulce)
Tego dnia odwiedziły nas też dwie, zjarane Grube z balonów :)

Przedostatni dzień (;/) - cały dzień żarcia parówek i kiełbas (na obiad pyszna potrawka Rudo x] ), które nam zostały. Poza tym koszykówka - tutaj team Marka i Buba wygrał ze mną i Nevrastem 20:10. Rewanż już za rok Kappa pograliśmy też partie w 21. Niestety, zajęte boisko do siaty nie pozwoliło nam jej pograć tego ostatniego dnia. A szkoda, bo wieczorem strasznie się rozpadało. Ogólnie pogoda raczej dopisywała, zawiodła na sam koniec. Wcześniej testowaliśmy planszówkę Buba i wyciągaliśmy z niej wnioski: "kobiety to konie rozpłodowe", "DAWAJ, LOSUJ MI DZIECKO", "CO KURWA CZEMU MARTWE". Najmilej chyba wspominamy właśnie budowanie dynastii, to było naprawdę fajne.
Wieczorem pograliśmy w 7 Cudów, Dixita i poszliśmy do baru po piwo. Pogadaliśmy na pomoście o życiu i śmierci, potem jeszcze chwilę w domku i poszliśmy spać.

Ostatniego dnia, wczesna pobudka (9-10 x]), zjedzenie mięsa z jajecznicą, posprzątanie domku, pójście na busa, na który się spóźniliśmy (ale chyba i tak nie jechał tego dnia jednak) i panika Grubego "co teraz, ja muszę dojechać dziś do domu XDDDD", "może jakiegoś ubera", "uber hiv", "ej, jest bus do Głogowa, jedziemy?", "w sumie pojedźmy xD", "no, gdzieś dojedziemy XDD". Pożegnaliśmy się z Chromym i Markiem :(
Nasza trasa wyglądała następująco: Głogów - Zielona Góra - Poznań - i tam dalej każdy do siebie. Pożegnaliśmy się w Głogowie z Bubem :( i każdy w innym wagonie dojechaliśmy do Zielonej. Tam kupiliśmy w Żabce po hot dogu od takiej bardzo smutnej pani. Pamiętam błysk w jej oczach, jak spytała Rudo, jaki chce sos, a ten odparł "obojętnie". I DOSTAŁ NAJOSTRZEJSZY XDDDDD z Zielonej do Poznania musieliśmy dojechać na czas, żeby Rudo zdążył na pociąg (odjeżdżał 10 minut po przyjeździe naszego). MINA RUDO PO KOMUNIKACIE, ŻE BĘDZIEMY OPÓŹNIENI 15 MINUT BEZCENNA. Na szczęście, wstrzymano jego pociąg i nawet się z nami nie żegnając, uciekł do niego zaraz po przybyciu do Poznania :(
Dalej z Nevrastem jechaliśmy pociągiem z Berlina, ćwicząc starożytną sztukę kucania.

Z innych rzeczy to na pewno graliśmy w Banga i Samurai Sword. Brylował Rudo.
- bądź pomocnikiem shoguna i walcz z shogunem (Chromym)
- bądź shogunem i bij pomocnika (MNIE)
- bądź bandytą w Bangu -> strzelaj do innych bandytów zamiast do szeryfa x] "no gruby nooo", "jak to trzech bandytów?"
Trochę czasu zajął nam też FaceApp i przerabianie twarzy. Chcieliśmy się chociaż przez chwilę poczuć jak nastolatki.

W sumie zlot był jak zwykle zajebisty. Po powrocie - smutek, nostalgia, melancholia, lament Agona. A to wszystko spisuję spiesząc się, by zdążyć się spakować na jutro rano XDDD

Re: Zlot masoński 2017

autor: Borys » 2017-07-18, 17:47

Z centrum Sławy to jakieś 4km, przejdziemy się.

Ładuję głośniczek :-)

Re: Zlot masoński 2017

autor: Gruby » 2017-07-18, 16:22

Ja już na miejscu zakupię to co będzie potrzebne x] (@_@)

Re: Zlot masoński 2017

autor: Nevrast » 2017-07-18, 11:46

Co kto bierze??

Ja mam kupione: Grenadinę, sok pomarańczowy i porzeczkowy. Kupię jeszcze biały rum, colę, sprite i piwa. Jak jeszcze coś mi wpadnie w oko to wezmę.
Przydałoby się, aby ktoś kupił likier kawowy, whisky, jakieś wódki smakowe.

Re: Zlot masoński 2017

autor: Borys » 2017-07-17, 22:23

Jeszcze popatrzę na transport.

Re: Zlot masoński 2017

autor: Nevrast » 2017-07-17, 22:20

Idziemy z buta ten kawa drogi?

Re: Zlot masoński 2017

autor: Chromy » 2017-07-17, 17:57

ja biore (@_@)

Re: Zlot masoński 2017

autor: Borys » 2017-07-17, 17:53

Każdy kto może niech przygotuje jakieś rekwizyty do sesji Marka, co będzie ciekawie 2-)

Re: Zlot masoński 2017

autor: Borys » 2017-07-17, 14:47

O kurwa, a my już mamy bilety do Leszna.

Re: Zlot masoński 2017

autor: Chromy » 2017-07-17, 14:05

No my do nowej soli jedziemy (@_@)

Re: Zlot masoński 2017

autor: Harel » 2017-07-17, 13:29

Dzwoniłem do Leonidasa, nikt nie odbiera.
Ich strona od kilku dni wygląda tak:
http://www.leonidas.ebusy.pl/
Zdarza się, że firmy znikają w niewyjaśnionych okolicznościach, chociaż pani z Wratislavy twierdzi, że wszystko jeździ. Dostałem też lifehacka, że jak się jedzie z Nowej Soli to przejeżdża przez Radzyń (nasz ośrodek), a z Leszna to się zatrzymuje tylko w Sławie i do samego Radzynia trzeba dojść 7km.

Przeplanujcie sobie to jeszcze.
Ja mam teraz taki plan:

Grudziądz 7:30 -> Toruń 8:39.
Toruń 9:17 -> Poznań 11:27.
Poznań 11:33 -> Nowa Sól 13:50.
Przerwa na słony obiad.
BUS Nowa Sól 15:25 -> Radzyń-Sława 16:10

Bajeczka :-)

Re: Zlot masoński 2017

autor: Mark Subintabulat » 2017-07-16, 21:45

Trochę informacji odnośnie planowanego RPGa

Scenariusz: Zagłada Remy -
Czas i miejsce akcji: kilka miesięcy po oblężeniu Wast City. Sojusz Północny najechał Komutern oraz wyzwolił Hetthelm spod komunistycznej okupacji. Anarky zdołała uciec. Koalicji antylewackiej pomogli Wermiacy, których poniekąd siłą wcielono do Sojuszu. Na Zachodzie Grania złupiła jednak Arcadię. Dumni Gwardziści nie wysłali prośby o wsparcie i oblężone miasto uległo siłom Mecharayo. Graniacy ponieśli jednak sami duże straty i nie mieli fizycznej możliwości wzięcia wielu jeńców i łupów do swojego miasta. Pozostawili kilku nadzorców z obstawą i zmusili mieszkańców do płacenia trybutu. Przywódca Gwardii Siegfried Zarfaust zginął bohatersko w walce a podobny los spotkał większość gwardzistów. Arcybiskup Gabriel Myrell uciekł i podobno wciąż odprawia nabożeństwa w podziemnych kanałach Arcadii. W mieście funkcjonuje również podobno ruch oporu, choć nie osiągnął dotychczas niczego szczególnego. Korpus Piechoty Morskiej zawarł w imieniu Sojuszu niechlubny pakt, na mocy którego Arcadia, Exar i Gido weszły w strefę wpływów Grani, natomiast władza w Genocidan miała być sprawowana wspólnie przez przestawicieli Mecharayo oraz Sojuszu. Na południu w Vedze sformowano wielką niespotykaną dotychczas armię liczącą rzekomo 10 tys żołnierzy, najemników i sojuszników Vegi. Nie wiadomo na razie dokąd stary Bachus planuje ją wysłać, ale jedno jest pewne - wkrótce krew zaleje obficie pustkowia.

Jest jednak jedno miasto, które wszystkie nieszczęścia omijały dotychczas szerokim łukiem. Rema perła Haremegiddo, która choć w ostatnim czasie nie miała szczęścia do swoich zarządców zaczęła jednak wychodzić na prostą. Do czasu aż pewnej nocy niezidentyfikowany obiekt latający rozbił się blisko centrum miasta niszcząc wielki wieżowiec należący do jednej z rodzin szlacheckich i wywołując wielki pożar, który strawił znaczną część zabudowań mieszkalnych. Najgorsze miało nadejść następnego dnia, gdy okazało się, że siła uderzenia naruszyła podziemne struktury Ula - laboratorium, należącego do Umbrelii Corporation, w którym stworzono pierwszy legendarny prototyp tarczy ze stropu metali, ale także prowadzono prace nad groźnym wirusem, który rozprzestrzenił się po mieście dziesiątkując ludność. Na domiar złego miasto zostało zaatakowane przez przerażające karaluchy, które rozbiły w puch pozostałe siły Koalicji Rozwojowej zajmującej się ochroną miasta. Od kilku dni komunikacja z miastem ustała. Najsilniejsze frakcje Harmegiddo wysyłają swoje ekspedycje aby sprawdzić sytuację. Podobnie czynią wszelkiej maści desperaci i ryzykanci - szabrownicy i chuje, którzy pragną dorobić się na ludzkim nieszczęściu. Szczególnie cennym przedmiotem są tak zwane zielone kamienie, stanowiące rzekomo źródło olbrzymich pokładów energii. Nie wiele więcej wiadomo. Ocaleli którzy zdołali opuścić Remę przed atakiem karaluchów umarli wkrótce na nieznaną chorobę, a wysłani na miejsce zwiadowcy nie zdążyli jeszcze powrócić z raportem. Zuchwały reporter z Fairy Desert upublicznił jednak zdjęcie, które napełniło wielu mieszkańców pustkowi przynajmniej iskierką nadziei - Wielki Stadion wydaje się pozostawać w nienaruszonym stanie.


Grywalne frakcje:
Ex-Whalers - Po tym jak Daud zginął tragiczną śmiercią podczas Czasu Młota Whalersi rozpadli się. Część z nich z Hiramem Burrowsem na czele uciekła pociągiem do Wast City i dołączyła do Korpusu Piechoty Morskiej. Pozostali zabójcy powiesili się z rozpaczy lub wyruszyli na pustkowia Harmegiddo szukając tam swego przeznaczenia. Gracze mają możliwość wcielenia się w przedstawicieli tej ostatniej grupy, w skład której wchodzą 'Zabójcy' i 'Wojskowi'. Ci pierwsi są specjalistami od ninjutsu, walką bronią białą oraz innymi ninja przedmiotami. Wojskowi zaś to profesjonalni żołnierze polegający na broni palnej.
Atuty frakcji: Dostęp do dobrych pancerzy i unikatowych broni dystansowych oraz prostej broni białej.

Eisene Jungfrau: To grupa kobiet-handlarek, która zajmuje się sprzedażą i skupem broni. Ich liderką jest Charlotte du Veldenverde, która wzięła udział w I Wielkim Wyścigu Harmegiddo,w którym ukończyła wyścig na wysokim 4 miejscu. W walce polegają głównie na broni palnej, choć niektóre handlarki wyszkolone są również w walce na bliski dystans.
Atuty frakcji: Dostęp do dobrej broni dystansowej. Posiadają dostęp do unikatowej broni dystansowej, która jest bardzo skuteczna przeciwko robocianym i cybernetycznym przeciwnikom. Wsparcie członków frakcji - posiadają swoich ludzi w Remie, którzy dołączą do drużyny graczy jeżeli uda im się ich napotkać (nie są to jacyś super silni sojusznicy, ale zawsze coś)

Grania: Straszliwa Mecharayo wysłała swoich rębaczy aby zdobyli dla niej najbardziej wartościowe przedmioty po katastrofie oraz siali ból i śmierć wszystkim którzy nie ukorzą się przed majestatem Pani. Krew dla Boga Krwi! Marchewki dla króliczej Królowej!
Atuty frakcji: Dostęp do unikatowych przedmiotów w tym pancerzy i broni do walki wręcz. Przedstawiciele tej frakcji wywołują strach i część napotkanych NPCów będzie wolała zrezygnować z ewentualnej walki gdy tylko zorientują się z kim mają do czynienia. Posiada dostęp do tresowanych bestii i potworów, które zabrane na ekspedycję mogą się jednak zerwać z uwięzi i zaatakować dotychczasowych panów.

Veno: Ekspedycja ze Świętego Miasta została wysłana aby zbadać rejon katastrofy. Przedstawiciele Dominicanus i Negazione uczynią wszystko na chwałę swojego boga.
Atuty frakcji: Dostęp do pancerzy i unikatowych broni do walki wręcz. Dostęp do wsparcia medycznego i wszczepów medycznych.


Proszę wszystkich o przesłanie mi na PW do jakiej frakcji chciałby dołączyć. Czym szybciej tym lepiej.

Re: Zlot masoński 2017

autor: Nevrast » 2017-07-15, 23:05

Jest jeszcze opcja 7:10 (Gdańsk Wrzeszcz) z przesiadką w Poznaniu o 10:24, 13:10 Leonidasem z Leszna, a o 14:10 w Sławie.
InterCity - PolRegio - Leonidas

Ja jednak wolę wcześniejszą opcję

Re: Zlot masoński 2017

autor: Gruby » 2017-07-15, 20:51

Potwierdzam, dla mnie to jedyna szansa na w miarę przyjemne połączenie, bo reszta to gówno n ;(((

Re: Zlot masoński 2017

autor: Borys » 2017-07-15, 20:18

My z Boczkiem chyba o 10 jedziemy tym z Nevrastem, czyli w Sławie planowo o 16:40.

Re: Zlot masoński 2017

autor: Chromy » 2017-07-15, 16:56

A co z leonidasem?

Re: Zlot masoński 2017

autor: Borys » 2017-07-15, 14:02

Czemu tak późno Nevraście?

Re: Zlot masoński 2017

autor: Harel » 2017-07-15, 13:46

Leonidasowi bym nie ufał.

Re: Zlot masoński 2017

autor: Nevrast » 2017-07-14, 20:21

Ja mam z Gdańska o 10.01 i na miejscu o 16.40 z przesiadką w Lesznie (Leonidas). W Tczewie 10.22, potem Bydgoszcz, Gniezno i Poznań

Na górę